Wszyscy jesteśmy kapitanami Kirkami
8 maja miała miejsce premiera wyczekiwanego przez fanów nowego Star Treka. Jest to już jedenasta kinowa odsłona tego niezwykle popularnego (zwłaszcza w USA) cyklu sf. Czy warto iść do kina na produkcję J.J. Abramsa? W mojej ocenie tak. Film sprawia wiele satysfakcji zwłaszcza tym, którzy znają ‘kanon’ Treka czyli stary serial ‘The Original Series’ oraz pięć pierwszych filmów kinowych. Mamy bowiem powrót do starych dobrze znanych postaci takich jak Kirk czy Spock. Jestem umiarkowanym fanem samego Treka i całej franczyzy (zwłaszcza nowszych seriali), jednak nowy film podobał mi się bardzo. J.J. Abrams odwalił kawał dobrej roboty.
Znać rękę znakomitego rzemieślnika. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się aż tak dobrej roboty, ale wiedziałem, że twórca tak znakomitych produkcji jak Alias, Lost czy Cloverfield nie zawiedzie i tym razem. Film wiele zawdzięcza także doskonałej obsadzie. Mało znani aktorzy pokazali wielki kunszt wcielając się w rolę starych bohaterów, imitując ich tak doskonale, że nieraz miało się wrażenie iż kopia jest lepsza od oryginału.
W tej materii prym wiódł zwłaszcza Zahary Quinto w roli Spocka i Karl Urban, wcielający się w doktorka Leonarda McCoya czyli ‘Bones’a’. Mocną stroną filmu jest także dość wartka fabuła i mnóstwo dobrego humoru. Widzowie wychodząc powtarzali do siebie z uśmiechem ‘Łiktor… Łiktor…’ (nie zdradzę tutaj o co chodzi).
Niestety potwierdziły się moje przypuszczenia i w dniu premiery kina świeciły pustkami. Na świecie jest to pozycja kultowa i bardzo dochodowa, niestety nie w Polsce. Szkoda, bo Star Trek mimo swojej naiwności i moralizatorstwa, nadal posiada ukryty potencjał. Potencjał, który został już zauważony przez producentów, dzięki czemu możemy się spodziewać sequeli w najbliższym czasie. Polecam każdemu nowego Treka, jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto lubi dobre sf.


